wtorek, 6 grudnia 2011
Ciasto mocno czekoladowe z lekką nutą pomarańczy
Prezent na Mikołajki? Własnoręcznie upieczone ciasto:) Bardzo czekoladowe. Z lekką nutą pomarańczy. Przyznam się, że sama nie wiedziałam, co mi wyjdzie:) Marzyło mi się ciasto wilgotne i zbite w środku. Z chrupką, lekką polewą na wierzchu. I... udało się! Eksperyment uważam za udany!:) A do poniższego przepisu wrócę w Święta:)
Połączenie czekolada-pomarańcza wydaje mi się zresztą bardzo apetyczne. Podobnie, jak połączenie czekolada-wiśnia...
Dodam jeszcze, że ciasto jest bardzo łatwe w przygotowaniu...
No to chyba tyle. Pora na listę składników...
Składniki:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 opakowanie wytrawnej polewy czekoladowej w drażach
1 kostka masła
5 jajek
40 g mąki pszennej
60 g cukru pudru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
aromat pomarańczowy
skórka pomarańczowa
polewa (gotowa bądź przygotowana samodzielnie)
1-2 pomarańcze
W rondelku rozpuszczamy masło i czekoladę (ja rondelek trzymam nad palnikiem i mieszam). Dodajemy aromat pomarańczowy. Odstawiamy, aby trochę ostygło.
Oddzielamy żółtka od białek. Białka ubijamy na sztywno (dodajemy szczyptę soli). W drugiej misce ucieramy żółtka z cukrem pudrem. Dodajmy przesianą mąkę i proszek do pieczenia. Miksujemy. Wlewamy czekoladę z masłem. Miksujemy ponownie. Dodajemy pianę z białek - łyżka po łyżce. Delikatnie mieszamy - również łyżką! Wsypujemy draże czekoladowe i skórkę pomarańczową. Mieszamy łyżką raz jeszcze.
Tortownicę smarujemy masłem i posypujemy cukrem w kryształkach. Wlewamy ciasto.
Pieczemy w rozgrzanym do 170-180 st. C. piekarniku przez 30-35 min.
Studzimy i polewamy polewą. Dekorujemy pomarańczami.
Uściski Mikołajkowe!:)
sobota, 3 grudnia 2011
Pomagając Św. Mikołajowi - pomysł na prezent
Początek grudnia - czas kupowania świątecznych prezentów. W naszej rodzinie wszyscy lubią czytać, więc zadanie mamy ułatwione: wchodzimy na ulubioną stronę z książkami i składamy duże zamówienie, które następnie kurier przynosi wprost pod nasze drzwi:) Lubicie dostawać książki na Święta?
Wśród zamówionych przez nas książek znalazła się m.in. książka ": "Przemytnicy na wakacjach" Moniki Mrozowskiej-Szaciłło i Macieja Szaciłło. Jest to kontynuacja książki "Przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy". Tym razem, autorzy zapraszają nas w kulinarną podróż do: Francji, Grecji, Hiszpanii, Indii, Maroko, Tajlandii, Południowego Tyrolu, Włoch i Polski. Na 256 stronach znajdziemy mnóstwo smakowitych przepisów - oczywiście wszystkich w wersji wegetariańskiej. Calzone z cukinią i gorgonzolą, Gnocchi z cukinią i sosem koperkowo-sezamowym, Caprese z buraka i oscypka, Zapiekany szpinak z fetą w cieście filo... To tylko niektóre z pyszności, które czekają na nas w książce. Dobrze znane nam potrawy, Autorzy serwują w nowej, zaskakującej nieraz wersji (Jajecznica z tofu, czy Zupa ogórkowa z soczewicą). Odkrywają przed nami smaki z całego świata, a przede wszystkim zapraszają do eksperymentowania w kuchni:)
Tak, więc czytam, oglądam, popijam kawę i chrupię waniliowe ciasteczka
A Wy jak spędzacie weekend?:)
"Przemytnicy na wakacjach"
Monika Mrozowska-Szaciłło
Maciej Szaciłło
Jagoda i Karolina Szaciłło
Wydawnictwo 1000 stopni
Warszawa 2011
Ośnieżone kruche ciasteczka
Grudzień się zaczął, Święta niebawem, a śniegu nie ma... I jakoś tak bardziej listopadowo, albo marcowo jest, a nie grudniowo... A że sobota sprzyja kulinarnym działaniom, postanowiłam wypróbować dziś moje nowe foremki do pierniczków i zrobić "ośnieżone", kruche ciasteczka:) W ten sposób w mojej kuchni zrobiło tak jakoś świątecznie, a w całym domu unosi się zapach wanilii:)
Teraz podjadam ciastka, piję zaparzona przez M. kawę i mam czas na przejrzenie kilku nowych książek. Ale o nowych książkach, w jutrzejszym wpisie!:)
Składniki:
400 g mąki (plus mąka do podsypywania)
2 jajka
200 g masła
200 g cukru pudru (plus cukier puder do posypania ciasteczek)
2 czubate łyżeczki śmietany 12%
ekstrakt z wanilii lub cukier z prawdziwą wanilią (ja użyłam cukru z prawdziwą wanilia i kardamonem)
Mąkę przesiewamy przez sitko. Dodajemy posiekane na kawałki masło, jajka, cukier puder, śmietanę i ekstrakt z wanilii lub cukier z wanilią. Wszystkie składniki dokładnie wyrabiamy, aż ciasto nabierze jednolitej i gładkiej konsystencji. Formujemy je w kulę, owijamy folia i wkładamy do zamrażalnika na ok. 30-60 min.
Wychłodzone ciasto dzielimy na części, cienko rozwałkowujemy i wycinamy z niego za pomocą foremek najróżniejsze kształty.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Układamy na nim wycięte z ciasta kształty. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku, aż się zarumienią (trwa to chwilę - ok. 5-7 minut).
Upieczone ciasteczka przekładamy na głęboki talerz lub do koszyczka i posypujemy obficie cukrem pudrem.
Kruche ciasteczka można ładnie zapakować i podarować w Mikołajki osobom, które lubimy:) Można je również przechowywać w blaszanym pudełku i podjadać do herbaty lub kawy:)
Dobrej soboty:)
Biedronka
piątek, 2 grudnia 2011
Tagliatelle z sosem z pieczonego bakłażana
Jakiś czas temu prowadziliśmy warsztaty fotograficzne, na których "malowaliśmy światłem". Warsztaty poprzedziła wyprawa do sklepu, w poszukiwaniu apetycznych rekwizytów. Soczyste, czerwone pomidory, ananas z zielonym pióropuszem, pękate, żółte jabłka z naoliwioną skórką... Właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł na sos z bakłażana. Apetyczny bakłażan z intensywnie fioletową, gładka i błyszczącą skórą, wylądował w piekarniku w towarzystwie zielonej papryki, cebuli, kilku ząbków czosnku i gęstej oliwy z oliwek. Piekł się przez 30 minut, aż nabrał cudownego "pieczonego" smaku i zapachu...
Składniki:
1 bakłażan
1 papryka
1 cebula
pomidory (w sezonie świeże, poza sezonem z puszki)
3-4 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
kilka gałązek natki z pietruszki
sól
pieprz
suszony czosnek
suszona natka pietruszki
makaron (ja użyłam tagliatelle razowe)
parmezan
Bakłażana i paprykę kroimy w kostkę. Układamy na blaszce. Dodajemy pokrojoną w pióra cebulę i obrane ząbki czosnku. Całość polewamy oliwą z oliwek i wkładamy do rozgrzanego piekarnika na ok. 30 min. (od czasu do czasu mieszając).
Upieczone warzywa przekładamy do miski i dodajemy pomidory oraz natkę pietruszki. Mieszamy i przyprawiamy. Odstawiamy na 2-3 godziny, żeby wszystko się "przegryzło" (mój sos całą noc "przegryzał się" w lodówce). Miksujemy w blenderze.
Przed podaniem podgrzewamy. Podajemy z makaronem (polecam tagliatelle) Posypujemy ulubionym twardym serem.
Bardzo szybki i bardzo prosty przepis:)
Dobrego, smakowitego weekendu!:)
poniedziałek, 28 listopada 2011
Coś pysznego jabłkowego
Od wakacji zbieram się i zbieram, żeby dodać przepis na mój numer jeden wśród deserów... Niestety, deser ten jest tak pyszny, że znika zanim zdążę wyjąć aparat i go sfotografować.... :)
Jabłka pod kruszonką. Podane na gorąco w kokilkach. Z kulką ulubionych lodów na wierzchu. Korzenne, gorące wnętrze i zimna słodycz lodów na wierzchu. Taka ekspresowa szarlotka, którą wyjada się łyżeczką prosto z kokilka:) Trzeba tylko uważać, żeby się nie poparzyć.
Składniki na 2 porcje:
2 jabłka
50 g cukru
50 g masła
100 g mąki
cynamon, kardamon, imbir
Jabłka obieramy, kroimy w kostkę i dusimy w garnku z dodatkiem przypraw.
Mąkę, cukier i masło ucieramy w palcach na kruszonkę.
Do kokilek nakładamy porcję kruszonki, porcję jabłek i na wierzchu jeszcze jedną porcję kruszonki.
Wkładamy do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika i pieczemy ok. 10-15 min. (aż kruszonka zrobi się lekko brązowa).
Podajemy z kulką ulubionych lodów (polecam waniliowe lub śmietankowe).
W wakacje, w sezonie owocowym, zamiast jabłek używałam gruszek, malin, agrestu. Czasami dodaję wiórki kokosowe, płatki migdałowe lub orzechy.
Gorąco polecam!:)
niedziela, 27 listopada 2011
Pesto z pietruszki i orzechów włoskich
Dziś szybki wpis, bo przepis jest również szybki w wykonaniu:) Pesto z pietruszki i orzechów włoskich. W smaku bardzo delikatne, zielone i świeże. Dobrze smakuje z kieliszkiem lekkiego, białego wina.
Składniki:
3 pęczki natki pietruszki
3-4 łyżki oleju rzepakowego
garść orzechów włoskich
parmezan lub inny twardy ser
3 ząbki czosnku
sól
pieprz
Wszystkie składniki "zmiksować" w blenderze na gładką masę. Podawać z makaronem spaghetti.
Orzechy można wcześniej uprażyć. Część sera zostawić do posypania.
Gotowym pesto można smarować tosty lub wykorzystać je, jako nadzienie do mięsa.
Dobrej, spokojnej niedzieli!:)
piątek, 25 listopada 2011
Świąteczne inspiracje
Myślicie już o świątecznych potrawach? Bez jakiego dania nie wyobrażacie sobie Świąt? Dla mnie Boże Narodzenie ma smak kompotu z suszu, pierogów z kapustą i grzybami oraz pasztetu z dziczyzny. A pachnie cynamonem, goździkami i imbirem...
Boże Narodzenie już za miesiąc!:) Oto pierwsza porcja świątecznych inspiracji: świąteczne dania warszawskiej restauracji "Klimaty Kulinarne, Czyli Czilli". Pasztet ze słodką nutą żurawiny - przepyszny! Spróbujcie sami! Może Was zainspiruje do własnych kulinarnych poczynań. A jeśli nie czujecie się na siłach, zawsze możecie te pyszności zamówić:) Bo przecież w Święta najważniejszy jest dobry humor i chwile spędzone z rodziną. Nie frustrujmy się, więc tym, że coś nam nie wychodzi, albo czegoś nie lubimy robić (np. lepić uszek...)
A dziś zabieram się za przyrządzanie pesto w wersji po polsku:) Będzie zielono i lekko orzechowo. Idę polować na pietruszkę - musi jej być dużo i musi być świeża.
Dobrego dnia!
Biedronka
Klimaty Kulinarne "Czyli Czilli"
ul. Oboźna 9 lok. 105 (koło Teatru Polskiego)
Boże Narodzenie już za miesiąc!:) Oto pierwsza porcja świątecznych inspiracji: świąteczne dania warszawskiej restauracji "Klimaty Kulinarne, Czyli Czilli". Pasztet ze słodką nutą żurawiny - przepyszny! Spróbujcie sami! Może Was zainspiruje do własnych kulinarnych poczynań. A jeśli nie czujecie się na siłach, zawsze możecie te pyszności zamówić:) Bo przecież w Święta najważniejszy jest dobry humor i chwile spędzone z rodziną. Nie frustrujmy się, więc tym, że coś nam nie wychodzi, albo czegoś nie lubimy robić (np. lepić uszek...)
A dziś zabieram się za przyrządzanie pesto w wersji po polsku:) Będzie zielono i lekko orzechowo. Idę polować na pietruszkę - musi jej być dużo i musi być świeża.
Dobrego dnia!
Biedronka
Klimaty Kulinarne "Czyli Czilli"
ul. Oboźna 9 lok. 105 (koło Teatru Polskiego)
środa, 23 listopada 2011
Smakować życie, smakować jedzenie
Sporo czytam, a rozpiętość tematyczna i gatunkowa tego, po co sięgam, jest naprawdę olbrzymia:) Ostatnimi czasy zauważyłam, że na rynku wydawniczym pojawiło się mnóstwo książek, których fabuła opiera się na prostym schemacie: stuletni dom w Toskanii bądź Prowansji, remont, wino, jedzenie, śpiew... Celowo upraszczam:) Czytam i czytam i ślina mi cieknie po brodzie przy tych wszystkich opisach delikatnych, smażonych na złoto kwiatów cukinii, pachnących sosów, dojrzewających serów i lejącego się strumieniami wina... I tak sobie pomyślałam w końcu: kurczę, czy naprawdę trzeba pojechać do Toskanii, albo Prowansji, żeby smakować takich pyszności i żeby taką radość czerpać z gotowania i jedzenia? A może to nie o smakowanie jedzenia chodzi, ale o smakowanie życia?
Co zrobić, żeby jedzenie sprawiało nam taką przyjemność, jak bohaterom książek zalegających na półkach w księgarniach?
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to: PROSTOTA. Często to właśnie te najprostsze dania są najsmaczniejsze. I co za tym idzie: ŚWIEŻOŚĆ. Świeże produkty, sezonowe, bez ulepszaczy, najlepiej z własnego ogródka. Zawsze warto też mieć pod ręką "żelazny zapas": pomidory w puszce, bądź własnoręcznie zrobione i zawekowane sosy pomidorowe, oliwę z oliwek, jajka, ulubione kasze i makarony, główki czosnku, suszoną natkę pietruszki, twardy, dojrzewający ser, mąkę pszenną i razową, butelkę dobrego wina.
Drugie, co mi przyszło do głowy to: CHĘCI. Gotowanie i jedzenie nie może być przykrym obowiązkiem. Po całym dniu pracy, rzadko kiedy mamy ochotę na kilkugodzinne stanie w kuchni nad garnkami. Dlatego w mojej kuchni najczęściej królują dania, które robi się szybko. Na rozgrzaną oliwę wrzucam: roztarte 3 ząbki czosnku, pokrojoną w kostkę cukinię i cebulkę, duszę do miękkości. W tym czasie gotuję ulubiony makaron. Ugotowany al dente przekładam na patelnię. Dodaję kilka łyżek ricotty. Solę, pieprzę, doprawiam ulubionymi ziołami. Najczęściej zerwaną z parapetu natką pietruszki. Otwieram butelkę wina i obiad gotowy:) W 15 minut! Na dłuższe gotowanie pozwalam sobie w weekendy. Nowe przepisy - zwłaszcza te pracochłonne - testujemy w dni, w które nie musimy się śpieszyć. Posiłki CELEBRUJMY: kolorowe serwetki, kwiatek w wazonie, zapalone świeczki. Nie jedzmy "na szybko". Dajmy sobie te 15-20 minut, aby usiąść przy stole i POROZMAWIAĆ. Pozwólmy się uwieść małym RYTUAŁOM: kawa z mlekiem do śniadania, coś słodkiego po obiedzie.
Pozwalajmy sobie na chwile SZALEŃSTWA: zjedzmy od czasu do czasu kolację w łóżku, oglądając ulubiony serial. Jedzmy palcami, nie bójmy się ubrudzić. Gotując: próbujmy! Smakujmy!
To chyba na tyle "myśli nieuczesanych":) A już niebawem inspiracja z natką pietruszki i orzechami włoskimi:)
Pozdrawiam ciepło!
Biedronka
Co zrobić, żeby jedzenie sprawiało nam taką przyjemność, jak bohaterom książek zalegających na półkach w księgarniach?
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to: PROSTOTA. Często to właśnie te najprostsze dania są najsmaczniejsze. I co za tym idzie: ŚWIEŻOŚĆ. Świeże produkty, sezonowe, bez ulepszaczy, najlepiej z własnego ogródka. Zawsze warto też mieć pod ręką "żelazny zapas": pomidory w puszce, bądź własnoręcznie zrobione i zawekowane sosy pomidorowe, oliwę z oliwek, jajka, ulubione kasze i makarony, główki czosnku, suszoną natkę pietruszki, twardy, dojrzewający ser, mąkę pszenną i razową, butelkę dobrego wina.
Drugie, co mi przyszło do głowy to: CHĘCI. Gotowanie i jedzenie nie może być przykrym obowiązkiem. Po całym dniu pracy, rzadko kiedy mamy ochotę na kilkugodzinne stanie w kuchni nad garnkami. Dlatego w mojej kuchni najczęściej królują dania, które robi się szybko. Na rozgrzaną oliwę wrzucam: roztarte 3 ząbki czosnku, pokrojoną w kostkę cukinię i cebulkę, duszę do miękkości. W tym czasie gotuję ulubiony makaron. Ugotowany al dente przekładam na patelnię. Dodaję kilka łyżek ricotty. Solę, pieprzę, doprawiam ulubionymi ziołami. Najczęściej zerwaną z parapetu natką pietruszki. Otwieram butelkę wina i obiad gotowy:) W 15 minut! Na dłuższe gotowanie pozwalam sobie w weekendy. Nowe przepisy - zwłaszcza te pracochłonne - testujemy w dni, w które nie musimy się śpieszyć. Posiłki CELEBRUJMY: kolorowe serwetki, kwiatek w wazonie, zapalone świeczki. Nie jedzmy "na szybko". Dajmy sobie te 15-20 minut, aby usiąść przy stole i POROZMAWIAĆ. Pozwólmy się uwieść małym RYTUAŁOM: kawa z mlekiem do śniadania, coś słodkiego po obiedzie.
Pozwalajmy sobie na chwile SZALEŃSTWA: zjedzmy od czasu do czasu kolację w łóżku, oglądając ulubiony serial. Jedzmy palcami, nie bójmy się ubrudzić. Gotując: próbujmy! Smakujmy!
To chyba na tyle "myśli nieuczesanych":) A już niebawem inspiracja z natką pietruszki i orzechami włoskimi:)
Pozdrawiam ciepło!
Biedronka
wtorek, 22 listopada 2011
Przepis na oszczędne śniadanie
Pomysłów na nowe dania mam mnóstwo. Nie zawsze jednak pokrywają się one z tym, co aktualnie znajduje się w mojej lodówce...
Jak zaoszczędzić, a przede wszystkim: jak nie wyrzucać jedzenia? Dziś rada numer jeden:
Chleb zamiast bułek
Bochenek własnoręcznie upieczonego, bądź kupionego w piekarni chleba jest ekonomiczniejszy niż bułki. Wiadomo, że najsmaczniejsze jest jednak świeże pieczywo. Co zrobić z lekko czerstwym chlebem? Przerobić na grzanki! Do tego, takie śniadanie na ciepło, wspaniale dodaje energii w zimowe poranki!:)
- Kromki chleba obtaczamy w roztrzepanym z mlekiem jajkiem. Doprawiamy cynamonem i wanilią. Smażymy z obu stron na roztopionym maśle. Podajemy z ulubionym dżemem. Dla mnie najsmaczniejsze są z dżemem pomarańczowym i kubkiem gorącego kakao:) W wersji wytrawnej zamiast cynamonu i wanilii dodajemy czosnek, oregano, bazylię i tymianek.
- Kromki chleba smarujemy pozostałym z obiadu pesto. Posypujemy parmezanem. Można dodać uprażone pestki słonecznika. Użyć możemy praktycznie każdego sosu, który zostanie nam z poprzedniego dnia (np. sosu pomidorowego, czy szpinakowego).
- Kromki chleba nacieramy oliwą z oliwek i czosnkiem. Posypujemy solą morską i zapiekamy w piekarniku.
A Wy co robicie z czerstwego chleba?
Dobrego dnia!:)
poniedziałek, 21 listopada 2011
Po prostu rosół
Dawno mnie tu nie było. Co nie oznacza wcale, że w tym czasie nie gotowałam!:) Oto jeden z przepisów z połowy października. Pierwsze chłodne dni. Sobotni spacer do lasu. Po powrocie do domu naszła mnie ochota na... po prostu rosół... Gorący, aromatyczny, złoty rosół. Taki, jak u babci:) Wyszedł mi on dość dietetycznie - w tradycyjnym rosole (o którym garść ciekawostek na samym dole) powinno być zdecydowanie dużo więcej mięsa (najlepiej wołowina plus kurczak). W mojej wersji są za to mięsne pulpety:)
Smak i zapach niedzielnych obiadów. Ciche pyrkotanie w kuchni. Zaparowane szyby. Wyciągnięta gdzieś z najgłębszych zakamarków szafy, babcina waza.
Składniki:
1,5 litra wody
2 podudzia z kurczaka
2 marchewki
duża cebula
2 pietruszki (korzeń)
por
natka pietruszki
suszona natka pietruszki
3-4 ziarenka ziela angielskiego
3-4 liście laurowe
1 ząbek czosnku
sól
pieprz
makaron
mięso mielone
jajko
bułka tarta
olej
Mięso myjemy. Wkładamy do garnka razem z marchewką, pietruszką oraz porem. Przekrojoną na pół cebulę opalamy nad gazem i również wkładamy do garnka. Wlewamy wodę. Dodajemy ziele angielskie i liście laurowe. Solimy. Gotujemy: najpierw na dużym ogniu, a gdy się zagotuje, zmniejszamy gaz i pozwalamy naszemu rosołkowi "pyrkotać" przez ok. 1,5-2 godziny. Jeśli pojawi się piana - zbieramy ją łyżką.
W tym czasie przygotowujemy mięsne pulpety.
Do mielonego mięsa wbijamy jajko. Solimy, pieprzymy, dodajemy posiekaną natkę pietruszki i wyciśnięty ząbek czosnku. Wszystko dokładnie mieszamy. Formujemy niewielkie pulpety. Obtaczamy je w bułce tartej i krótko obsmażmy na patelni, po czym przekładamy do garnka. Odlewamy 1/2 szklanki z naszego rosołu i wlewamy do garnka z pulpetami. Pulpety dusimy w przykrytym garnku, na wolnym ogniu, ok. 10 min.
Gotowy rosół przelewamy przez sitko. Podajemy z ugotowaną marchewką, posiekana natką pietruszki, drobnym makaronem i mięsnymi pulpetami.
A na koniec garść ciekawostek o rosole z przedwojennej książki, którą mój M. odziedziczył po babci:)
Książka Marii Śleżańskiej "Co dziś na obiad". Rok wydania: 1935.
"Rosół powinien się gotować blisko 3 godziny, lecz długość gotowania zależy też od ilości i jakości mięsa. Rosół w czasie gotowania nie powinien się podlewać wodą, podlany musi się jeszcze gotować godzinę. Najsmaczniejszy jest rosół, gotowany w polewanym garnku glinianym."
"Mięso tylko raz umyte w zimnej wodzie, a nie moczone, bo przez to rosół traci na tęgości."
"Chcąc mieć rosół koloru ciemniejszego, wrzucić do niego cebulę upieczoną pod blachą i dodać grzybek suszony do włoszczyzny."
I coś co mnie szczególnie rozbawiło: propozycje dań na obiad "wystawny" i "zwyczajny":
Obiad wystawny.
Ostrygi. Zupa a la reine, bulion. Łosoś, sos holenderski, sandacz w maśle. Polędwica z truflami, rostbef angielski. Pasztet z baraniny, pasztet z zająca. Cąber sarni, bażanty. Szparagi, kalafiory, Galarety. Lody. Owoce. Cukry. Kawa. Likiery francuskie.
Obiad zwyczajny
Zupa. Paszteciki. Mięso w dużej sztuce. Jarzyna z dodatkiem. Pieczeń. Kompot lub sałata. Legumina lub krem. Masło, ser. Kawa.
Mój niedzielny obiad składający się tylko z rosołu był najwyraźniej bardzo, bardzo, bardzo zwyczajny;)
Pozdrawiam Wszystkich ciepło!:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














